Pić się chce!


Nie tylko zwiedzaniem człowiek żyje, trzeba czasami coś zjeść i się napić. Najlepiej lokalnych specjałów, które nigdzie indziej nie będą miały takiego samego smaku i charakteru. Dzisiaj temat piątkowy, a więc o piciu, ale…

…zacznę od soku! Kiedy myślę o napojach, które dane było mi spróbować podczas podróży na pierwsze miejsce wysuwa się sok z granatów ze Stambułu. Pyszny, świeżo wyciśnięty na straganie, lekko słodki i lekko gorzki zarazem, doskonale gaszący pragnienie. Wydałem na niego chyba więcej, niż na cokolwiek innego w stolicy Turcji. Proponuję kupić kilka owoców granatu i wycisnąć sobie z nich sok żeby spróbować choć namiastki tego smaku!

tak się robi sok z granatów, Stambuł

Niezwykle miło wspominam również sok z owoców mangowca rosnącego przy domu naszego gospodarza na Sri Lance. Najlepsze uzupełnienie śniadania! Z kolei w Rio de Janeiro udało nam się spróbować soku z trzciny cukrowej. Słodki i mętny, o specyficznym smaku. Najciekawiej wyglądało przygotowanie takiego soku – pędy trzciny cukrowej wyglądające jak gałęzie o długości 1,5m i średnicy 2-3 cm wrzucane są do maszyny pasującej bardziej do tartaku, niż ulicznego straganu, która wyciska z nich sok.

Trzcina cukrowa, Rio de Janeiro

Wśród napojów gazowanych królem dla mnie jest Cola waniliowa, spróbowałem jej w USA, a teraz szukam, gdzie się tylko da. Bardzo popularna w Niemczech, niezbyt dostępna w Polsce.

Soki sokami, ale wieczorem trzeba się napić czegoś bardziej pasującego do kolacji. I tu najlepiej wspominam to, co na całym południu Europy nazywa się vinho de la casa, najlepiej białe i schłodzone.

vinho de la casa z dodatkami, Sardynia

Szczególne wspomnienia mam z winem Porto, z którym zetknęliśmy się podczas podróży poślubnej. Nieco wzmacniane czerwone wino, o unikalnym smaku i zapachu, przywracające mnóstwo wspomnień.

Calem, Villa Nova Gaia

Warto też próbować tego, co charakterystyczne dla okolicy. Mieszkańcom południowej Polski polecam wycieczkę w okresie września/października do Czech i spróbowanie burczoku, czyli świeżego, ciągle fermentującego kilkudniowego wina z jabłek lub winogron, coś pysznego. W Chinach warto spróbować świeżego wina z ryżu, zaskakująco słodkiego w smaku. W Irlandii nie sposób nie spróbować Guinessa czy whiskey, a w Chinach czy na Sri Lance spróbować herbaty. Niezrównana jest kawa we Włoszech i Meksyku. Takich lokalnych smaków jest mnóstwo.

Browar Guinness, Dublin Imbryk z herbatą, plantacja Macklewood, Sri Lanka

Ponieważ podczas naszych podróży staramy się jak najwięcej jeść z ulicznych straganów i knajpek, to sprawdzonym sposobem na unikanie problemów żołądkowych jest wypicie wieczorem kieliszka mocniejszego lokalnego alkoholu. Tym sposobem mieliśmy okazję spróbować meksykańskiej Mezcali (lokalna odmiana tequili, z robakiem w środku, całkiem smaczne), chińskiej wódki (zdecydowanie nie polecam), hiszpańskiego Jerez (bardzo smaczne) czy greckiego Ouzo (dla smakoszy).

Moja prywatna wielka piątka:

  1. Sok z granatu (Stambuł, Turcja)
  2. Porto (Portugalia)
  3. Vino de la casa (południe Europy)
  4. Sok z mango (Sri Lanka)
  5. Cola waniliowa (głównie USA)

Travellersi.pl